ŚWIAT DZISIEJSZY NIEOCZEKIWANY

Można powiedzieć, że świat dzisiejszy zwariował. Jeszcze miesiąc temu nikt by nie przypuszczał, że będziemy siedzieć zamknięci w domach, że przestaną działać najróżniejsze instytucje, a śmierć będzie zbierać coraz większe żniwo. Tymczasem właśnie dożyliśmy takich zdarzeń. Nie dość, że społeczeństwo od ostatnich wyborów jest coraz bardziej podzielone na zwolenników i przeciwników obecnej ekipy rządzącej, to jeszcze zapanowała pandemia nowego koronawirusa. Wirus pojawił się w Chinach jeszcze pod koniec ubiegłego roku, ale władze tamtejsze najpierw go zignorowały, potem zbagatelizowały, a gdy w końcu zabrały się zań poważnie – było za późno. Rozprzestrzenił się już na cały świat i Bóg raczy wiedzieć, kiedy się uda i czy się uda go zatrzymać.

Na dokładkę ostatnie posunięcia miłościwie nam panujących spowodowały różne niefajne zdarzenia np. w radiu. Niedawno z trójki radiowej odszedł Wojciech Mann, a w ubiegłym tygodniu pożegnał się z nią Jan Młynarski, którego coniedzielna audycja „Dancing, salon, ulica” była moją ulubioną, a ostatni raz zabrzmiała w zeszłą niedzielę. Nie byłam specjalną wielbicielką Manna, ale na jego audycjach wychowały się pokolenia i jest on niewątpliwie osobowością radiową. Natomiast program Młynarskiego z melodiami mego dzieciństwa i młodości przenosił mnie w te czasy, które były często nawet z wielu względów ponure, ale dla mnie miały urok dni szczęśliwych. Moja mama była bardzo muzykalna, grała na fortepianie, miała ładny głos i artystycznie gwizdała. W czasie wojny nie miała na to czasu ani okazji, ale śpiewała zawsze przy jakichś czynnościach manualnych, a ja natychmiast się tych piosenek uczyłam. Pamiętam, jak z młodszym bratem wyśpiewywaliśmy „Ta mała piła dziś i jest wstawiona”, co nam jednoznacznie kojarzyło się z ręczną piłą do piłowania drewna, w czym brat mamie zawsze pomagał. Nie wiedzieliśmy tylko, kto i gdzie tę piłę wstawił. No i teraz nie będę już mogła przenosić się choć na godzinkę w tamte dawne czasy. Szkoda.

Pamiętam, jak w latach 50-tych śpiewaliśmy (pokryjomu) „Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i sowiecki, a chachary żyją …”, więc mam nadzieję, że przeżyjemy i te obecne paskudztwa. Może ja nie, bo jestem już jednak dość stara, ale dzieci i wnuki oby dożyły lepszych czasów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *